sobota, 6 sierpnia 2016

rozdział czwarty

    Alenka nie przyszła następnego dnia. Ani w sobotę. Ani nawet w niedzielę, co stanowiło haniebne zaburzenie ich utartego zwyczaju, który miał dla nich niemal rytualne znaczenie. Kiedy niedzielny wieczór zamieniał się w bezgwiezdną noc, nie mógł wytrzymać we własnym mieszkaniu, ale dobrze wiedział, że już za późno na odwiedziny, nawet jeśli chodziło o nią. Choć ona przychodziła o każdej porze dnia i nocy, to on wolał nie naruszać cienkiej granicy prywatności między nimi.
     Alenka zawsze otaczała się barierą, za którą kryła się z całą swoją tajemniczością. Nigdy nie próbował jej przekroczyć. Przywykł do tego, że świat jego drogiej przyjaciółki to wyjątkowo  osobiste miejsce. Być może jedyne, w którym mogła zachować prawdziwą twarz.  Co dzień przybierała inne maski. Potrzebowała tego do pracy w jej ukochanym teatrze, ale z czasem zauważył, że nie jest już taka, jak kiedyś. Zupełnie, jakby zapomniała wyjść z roli, którą być może akurat dzisiaj ćwiczyła na scenie.
     Brakowało mu odwagi, by zapytać ją, dlaczego to robi.
Dlaczego, Aluń?

     Po południu przyszedł do siedziby jej pracy i czekał go tam niemały szok.
- Jak to ‘nie ma jej’? -  warknął nieprzyjaźnie, aż niewysoka nastolatka skuliła się w sobie. Mimo to, otrząsnęła się zaraz i wyzywająco spojrzała mu w oczy.
- N i e   m a .  Wyjechała załatwić sprawy z przeszłości.
Anze niemal udławił się własnym oddechem.
- Sprawy..  z przeszłości..? Przecież ona... zawsze..
- No właśnie nie zawsze. Widzę, że tak naprawdę niewiele o niej wiesz – głos Saki był ostry, kompletnie nie pasował do jej delikatnej osobowości. Nerwowo stukała palcem o blat stolika, przy którym siedziała.
- Dokąd?
Nieprzyjazny grymas na zaróżowionej twarzyczce dziewczyny złagodniał. Westchnęła z politowaniem.
- Do Japonii.
    W tamtej chwili zrozumiał, jak mało o niej wiedział. Zdawało mu się, że znali się od samego początku, odkąd tylko pamiętał. Niska, bojaźliwa, wiecznie niezorganizowana kruszynka, którą chciał obronić przed złem świata. Czy w ogóle miał na to szansę? Czy...
    Czy kiedykolwiek uczynił jakiś krok ku temu?
    Czy jego marzenie nie stało się tylko sztandarowym hasłem, którego używał, by uspokoić sumienie?
   Bez słowa wyszedł z budynku, a huk trzaśnięcia drzwiami niósł się echem jeszcze przez kilka dłużych chwil.  Saki powoli wstała i podeszła do okna.
Jak sobie radzisz, Alenka? Spotkałaś się już z nim? Porozmawialiście o przyszłości, której dla was nie było? myślała, zaciskając dłonie w piąstki. Bycie pośrednikiem między przeszłością a teraźniejszością nie należało do prostych zadań, ale zdecydowała się wytrwać do końca. Przecież tylko Alcia uważała ją za swoją cenną przyjaciółkę.

 ~ Meanwhile ~
Japonia, prefektura Hokkaido, miasto Ishikari

    Alena przetarła oczy i sięgnęła po kubek z ciepłym napojem. Obrzydliwe, skrzywiła się w duchu, przełykając odrobinę zielonej herbaty. Nie cierpiała jej z całych sił, ale troskliwa gościnność pani Sakurato nie pozwalała jej na marudzenie. Dlatego cierpliwie znosiła jej niekończące się opowieści, litanie pytań, przesadne karmienie japońskimi specjałami, ale tęskniła za swoim słoweńskim łóżkiem i ulubioną herbatą Earl Grey.
Ach, dom.
    W sumie można byłoby powiedzieć, że do niego wróciła. Ale formalnie mieszkanie, którym się znajdowali, od dwunastu lat należało do rodziny Isshiki. Nawet nie była w stanie stwierdzić, jak wiele się zmieniło od czasu, gdy mieszkała tam z rodzicami. Nie pamiętała prawie nic.
Prawie.
    Podkuliła nogi i oparła głowę o rękę. Czekała, aż właścicielka przybytku wróci z zakupów. Pytanie, które od momentu jej przybycia do kraju Kwitnącej Wiśni kołatało się w jej głowie, wisiało w powietrzu i przytłaczało niepokojącą atmosferą.
    Poderwała się z miejsca, gdy usłyszała dźwięk otwieranych drzwi.  Uśmiechnęła się do starszej kobiety i wyciągnęła ręce po siatki pełne różnych produtków. Kiedy wypakowywały je, panowała między nimi niewygodna cisza, ale Alenka nie potrafiła jej przerwać.
- Pani Isshi-
- Mów mi po imieniu – Japonka przerwała jej, po czym kontynuowała – A poza tym, wiem, o co chcesz zapytać, dziecko – przerwała, lecz zaraz dodała  – On chce się z Tobą pogodzić.
    Słowenka znieruchomiała. Jej szczupłe palce zacisnęły się na opakowaniu z ryżem, aż w końcu tektura załamała się pod naciskiem.
- On? – podniosła na nią wzrok – Ja...  Ja nawet nie pamiętam, jak on wygląda, jak ma na imię... Po co?
     Lista pytań rosła w jej myślach w zastraszającym tempie. Ostatnie dni doprowadziły ją niemalże do szaleństwa. Rzuciła wszystko i poleciała na drugi koniec świata.  Jak na jej stateczne i mało ciekawe życie, to było coś nie do pomyślenia.
- Wiele odpowiedzi uzyskasz, kiedy z nim porozmawiasz – Sakurato obdarzyła Alenkę ciepłym uśmiechem.  
    Pokiwała ze zrezygnowaniem głową i wetchnęła ciężko. Widząc to, pani Isshiki pogłaskała ją po głowie.

- Yukiya Sato. Mieszka dwie ulice stąd.
__________________________________________________________
Ach, ciężko mi się zmotywować. Ale myślę, że już niedługo skończymy tę historię.  Jesteście? 
Pozdrawiam, 
Wasza synne